#melisa smutna historia z pozytywnym zakończeniem

Czy historia o porzuconym i bitym psie może być historią pozytywną? Może 🙂

Wracam z pracy do domu, jem obiad – dochodzi godzina 18. Jak każdy normalny człowiek po pracy, siedzę i przeglądam informację w internecie. Dostrzegam posta, czytam i dzwonię do Dawida: “Co robisz rurku? Bo jest taki pies…”

Tak, bo przeglądając głębiny internetu znalazłem informację o psie którego próbują złapać ale się nie daje. Suczka, Owczarek Niemiecki, codziennie przychodzi w okolice parkingu, gdy ktoś do niej podchodzi, to suczka od razu ucieka.

 

Nikt nie może złapać? No halo, jak nie my to kto?

Umówiliśmy się na miejscu, nastawieni na to że czeka nas wyprawa i poszukiwanie psa po okolicy. Miła Pani która wstawiła ogłoszenie pokierowała mnie na parking od którego najlepiej zacząć.

Przyjeżdżam i co widzę? Spokojnego psa który leży grzecznie przy płocie. Pierwsza myśl – łatwizna. Wysiadam z samochodu, Dawid przyjechał równo ze mną. Po krótkiej rozmowie z Paniami które psa dokarmiały ruszamy do akcji.

 

Powoli, rzucając psu smakołyki na ziemię podchodzę do suczki. Ona śmiało zjada je z trawnika bacznie mnie obserwując. W bezpiecznej odległości kucam bokiem do psa i wyciągam rękę unikając kontaktu wzrokowego. Sukces! Pies je z ręki, czyli akcja powinna być szybka i prosta. Tylko że… wystarczy mały ruch ręką, a pies od razu robi 10 kroków w tył. Wykorzystując możliwości okolicy, tak skierowaliśmy psa żeby go otoczyć i chwycić. No i udało się.. dotknąć jej obroży opuszkami palców. Suczka uciekła hen hen daleko i pomimo poszukiwań nie udało się jej odnaleźć.

No ale nie poddamy się tak łatwo, następnego dnia o godzinie 1130 byliśmy z powrotem na miejscu. Tym razem poza smakołykami zabrałem ze sobą swojego psa i po cichu liczyłem że uda się ją w ten sposób przekonać do siebie. Faktycznie suczka była bardzo zainteresowana jednak nie do takiego stopnia aby dała się złapać. Po pewnym czasie podjęliśmy próbę złapania jej przez zarzucenie pętli na szyje. No i niestety decyzja nie była najlepsza. Suczka się na nas obraziła i ponownie uciekła w siną dal.

 

Po rozmowach ze wszystkimi znanymi mi znawcami psów postanowiliśmy kupić środki uspokajające i podać je jej w jedzeniu. W tym miejscu trzeba zaznaczyć że jest rozwiązanie ostateczne którego powinno się unikać. Dlaczego? Jeżeli podamy psu środki uspokajające, a nie uda się go nam odłowić to po pierwsze, nie wiemy jak na nie zareaguje i czy przypadkiem mu nie zaszkodzą, po drugie jeżeli nam ucieknie i zaśnie w niefortunnym miejscu może nawet dojść do uduszenia psa.

Ryzyko było duże jednak byliśmy przekonani że tym razem nam się uda. Przygotowaliśmy się lepiej, poprosiliśmy o pomoc dodatkowe osoby oraz pożyczyliśmy lasso na psy.   

 

Rano po przyjeździe na miejsce podaliśmy jej lekarstwa po czym utrzymując ciągły dystans i blokując ewentualne drogi ucieczki czekaliśmy. Czekaliśmy 30 minut, godzinę, półtora godziny, a pies nic. W końcu zamiast się położyć, suczka postanowiła uciec taranując wszystkich i pokazując swoje białe kły.

Mając w pamięci to że dostała lekarstwa ruszyliśmy w pogoń. I to dosłownie, uciekała po okolicznych działkach, staranowała furtki ale w końcu udało się ją zagonić w takie miejsce gdzie nie miała już drogi ucieczki.

Po kilku godzinach zabawy mieliśmy psa bezpiecznie przypiętego w bagażniku, z racji że okazywała momenty agresji związaliśmy jej pysk bandażem. Szybka wizyta w lecznicy żeby sprawdzić czy pies nie ma chipa i kierunek Ciapkowo. W tym miejscu również uwaga, bandaż założony był tylko na chwilę i w taki sposób aby psu nie ograniczyć możliwości oddychania.

Melisa – bo takie imię otrzymała w schronisku prawdopodobnie została porzucona przez poprzednich właścicieli, jej zachowanie wskazywało że poza porzuceniem była bita. Zachowanie, strach przed każdym ruchem człowieka, tak Melisa mówiła nam że spotkała się z naprawdę złym traktowaniem.

Złapanie psa i odstawienie do schroniska to dopiero początek. Teraz czekała na nas ciężka praca aby ją doprowadzić do stanu adopcyjnego. Wspólne spacery, smakołyki i zauważyliśmy że Melisa robi naprawdę duże postępy. I tak po dwóch tygodniach znaleźli się chętni do adopcji, ludzie z doświadczeniem i znający problemy takich psów jak Melisa.Co ciekawe przyszli własciciele zauważyli ją w momencie kiedy została przywieziona do Ciapkowa i od tego czasu ciąglę się o nią dopytywali.

Kolejne dni wspólnych spacerów, dołączając do tego mojego Owczarka i Diesla – psa przyszłych właścicieli Melisy, przynosiły coraz to lepsze efekty.

I tak po kilku tygodniach w schronisku, Melisa trafiła do nowego domu. Trafiła tam i wszystkie problemy zniknęły. Jest normalnym psem, wesołym, cieszącym się na właścicieli. Nie boi się innych ludzi,a nawet pozwala się głaskać obcym. W końcu jest prawdziwym szczęśliwym psem.

Możemy podziękować poprzednim właścicielom Melisy. Dzięki ich ostatniej decyzji Melisa jest w końcu szczęśliwym psem który nie musi czujnie obserwować czy za chwilę nie zostanie uderzona.

Jednak szczere podziękowania należą się wszystkim tym dobrym ludziom którzy pomogli przy jej złapaniu, a następnie pomagali jej w schronisku. Największe podziękowania należą się właśnie Schronisku dla bezdomnych zwierząt w Gdyni “Ciapkowo”, gdzie z czystym sumieniem można powiedzieć że pracują ludzie którzy mają serce do zwierząt.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *